CZUJĘ I MOTYWUJĘ DZIECIĘCE SPRAWY KOBIECE SPRAWY

Brakuje mi dodatkowej pary rąk… Plusy noszenia w chuście

31 stycznia 2018

Ostatnio zdecydowanie brakuje mi dodatkowej pary rąk, wierzcie mi dziś śmiało mogę powiedzieć, że prowadzę hardcorowy tryb życia. Nasze dziewczyny wyciskają z nas siódme poty i to nawet w nocy… a może szczególnie w nocy?! W końcu w dzień jakoś sobie można poradzić natomiast w momencie kiedy wszyscy spokojnie ,,cisną komara” u nas zaczyna się tryb nocny… Ostatnio odporność Leny ostro kuleje… Może tydzień w miesiącu wolny jest od przeziębienia… Zastanawiam się czy może lepiej i łatwiej będzie jeżeli zapiszę Lenę do lekarza na stałą co tygodniową wizytę kontrolną. Całe szczęście jest pod czujnym okiem lekarza. Nadia? Jak to Nadia ostatnio, uwielbia towarzystwo. Nawet w nocy lubi uciąć sobie radosną pogawędkę lub… troszkę pomarudzić. Zęby? Tak sądzę.

Moje życie można porównać do filmu akcji, niezbyt często bywa tak, że się nudzę 😉 Pewnie nasz żywot byłby nieco mniej uporządkowany niż jest teraz gdybym nie wspomagała się czymś o czym zaraz Wam napiszę 😉 Bo wiecie wymagające dzieci, zwłaszcza to, które jeszcze nie potrafi przemieszczać się samodzielnie, a jeżeli zostanie samo to donośnie daje o sobie znać = kiepska organizacja i wszystko rozpoczęte, ale nie dokończone… Chyba, że cwana matka pomoże sobie chustą! I takim oto sposobem stałam się wielbicielką chustonoszenia 😉 Jak dla mnie genialny sposób na młodszego malucha.

Jakie widzę zalety?

Znacie taki scenariusz? Idziecie na zakupy – proste co? Ok, to teraz idziecie na zakupy z wózkiem i tuptającym lub biegającym starszym rodzeństwem, które musicie trzymać za rączkę. Do sklepu prowadzą schody, ciężko wtargać ciężki wózek i trzymać za rękę starszaka ciekawego świata. W sklepie nie wiemy czy pchać wózek, odciągać dziecko od zabawek czy może nosić koszyk sklepowy. Przydałaby się para rąk… I również w tym scenariuszu na pomoc przychodzi mi chusta, która zwalnia jedną rękę pchającą wózek, mogę w niej ponieść koszyk sklepowy, a drugą ręką trzymać uciekiniera, który już nie ma wyboru i musi grzecznie iść za rączkę 😉 Jak dla mnie meeeega plus!

Zajmowanie się domem staje się prostsze kiedy nie musimy zabawiać maluszka, który nie lubi siedzieć dłużej sam niż 10 minut. U mnie wygląda to tak, że nie ważne jaki zestaw super zabawek dam Nadii, ona i tak wiecznie wybiera mamę. To naturalne ze strony dziecka jednak obowiązki domowe również czekają, a drzemki u nas trwają może z 30 minut 😉 Owszem bywają dni kiedy dziewczyny postanowią się zająć sobą, Lena pobawi się z siostrą, a ja mam chwilę na obowiązki. Jednak kiedy przychodzi kryzys, a ja muszę chwycić za odkurzacz czy przygotować obiad wkładam Nadię w chustę i działam. Bez konieczności oczekiwania aż mała zaśnie mogę zrobić coś w domu.

Noszenie jest dla mnie treningiem 😉 To tak pół żartem pół serio… Sprzątając czasami przyjmuję męczące pozy bo obawiam się, że Nadia mi się gdzieś wysmyknie. Kucanie i wstawanie z obciążeniem dobrze też działa na pośladki… 😉

Najważniejszymi plusami jednak nie są te powyższe… Najcenniejszy plus to ta bliskość i tworzenie więzi. Maluszek noszony blisko serca mamy jest z pewnością najszczęśliwszy i zadowolony.

Kiedy Lena była malutka nie skorzystałam z tego rozwiązania mimo sugestii i dobrych rad. Noszenie w chuście wydawało mi się mało bezpieczne. Powiem szczerze, że nawet kupując chustę dla Nadii nadal zastanawiałam się jak to wszystko działa i czy aby nie wypadnie mi… Wybrałam łatwiejszą dla mnie opcję czyli chustę kółkową. Raz związaną na początku używam cały czas. Gdybyście widziały mnie podczas pierwszego noszenia… Podtrzymywałam malutką bo obawiałam się o jej bezpieczeństwo, dziś pewnie już kroczę i nie boję się każdego ruchu 😉

Spodobał Ci się mój post, zostaw komentarz! Chętnie poczytam! Jeżeli postanowisz zostać z nami na dłużej i chcesz być na bieżąco z nowościami, koniecznie polub nasz profil na Facebooku i śledź nas na Instagramie

You Might Also Like