DZIECIĘCE SPRAWY

Jak odpieluchować dziecko bez stresu i presji?

2 października 2018

Kiedy półtora roku temu myślałam o odpieluchowaniu Leny czułam dreszczyk emocji. Zastanawiałam się ile razy będę sprzątać mieszkanie, ile razy będę przebierać małą, jakie reakcje będą na nocnik czy nakładkę? Szczerze mówiąc bałam się! To nie takie hop siup! To proces, który od rodzica i dziecka wymaga poświęcenia, uwagi, a przede wszystkim cierpliwości i wsparcia. Maluch z wygody, którą miało, musi nauczyć się panować nad własnym ciałem, a to bardzo trudne.

Z małymi dziećmi jest tak, że nie ma uniwersalnego i najlepszego momentu na wielkie kroki w ich życiu. Odpieluchowanie? Toż to wyzwanie dla obojga stron prawda? Jedni chcieliby by dziecko zrobiło to od razu, dosłownie porzuciło pieluchę rano i poszło zrobić samemu siku do toalety. Najlepiej jeszcze gdyby spuściło po sobie wodę, umyło rączki i radośnie wróciło do zabawy. Czy tak się da? Nie wiem, śmiem wątpić. Małe dziecko nie rozumie czego chce rodzic. ,,Jak to ma przestać siusiać do pieluszki i załatwiać potrzeby inaczej? Przecież tak jest łatwiej…” Dla jednego dziecka będzie to proste i przyjemne. Dla drugiego będzie to wyzwanie i niekiedy stres. Prawda jest taka, że wielu z nas samemu funduje bobasowi nerwów. Jestem za tym by proces odpieluchowania przebiegał gładko i bezstresowo, nawet jeżeli będzie to trwało tygodniami. Jeżeli ,,spłoszymy’’ dziecko to ono nie będzie miało ochoty z nami współpracować i może zupełnie zrezygnować z prób z nocniczkiem. Może dojść nawet do tego, że dziecko na sam widok nocnika będzie płakało, co gorsza zacznie wstrzymywać, a tutaj już nie chodzi o sam brak wypróżnień, ale o zdrowie malca. Takie sytuacje są niesamowicie niebezpieczne i mogą skończyć się wizytą u lekarza! Warto? Oczywiście, że nie! Lepiej zatem uzbroić się w cierpliwość i bacznie obserwować swoje dziecko, ono samo zdecyduje czy to jego czas. My musimy to uszanować.

Jak to było z Leną?

Przygodę z nocnikiem zaczęliśmy w momencie kiedy Lena zaczęła sygnalizować swoje potrzeby i potrafiła się z nami dogadać. Miała wtedy nieco ponad 1,5 roku. Wspólnie pojechaliśmy do sklepu i pozwoliliśmy wybrać małej nocnik z ulubionymi postaciami z bajki. Postawiliśmy na najzwyklejszy nocnik bez żadnych dziwactw. Nie było mowy o grających, świecących nocniczkach czy innych dziecięcych tronach. Chcieliśmy by słowa uznania Lena słyszała od nas, a nie od śpiewającego nocnika. Na samym początku było śmiesznie, tłumaczyliśmy Lenie do czego służy ten dziwny przedmiot. Mówiliśmy, że można na nim siadać i siusiać. W praktyce wyglądało to tak, że nocnik przez pierwsze dni służył do zabawy. Lądowały w nim zabawki, służył jako podstawka, korzystały z niego lalki. I to jest całkiem sprytny pomysł – udawać, że lalki też tak załatwiają potrzeby i to jest naturalne. W końcu dziecko uczy się poprzez naśladowanie. Niestety nasze pierwsze próby były nieudane. Lena nie chciała współpracować z nami, był nawet krótki moment kiedy buntowała się czy płakała. I tutaj przyszła pora na przerwę. Nocnik wylądował schowany w łazience, a my nie zmuszaliśmy małej. Uznaliśmy, że jednak nie jest jeszcze gotowa. Światełko w tunelu pojawiło się nieco później, Lena obserwując inne dzieci z rodziny chciała robić to samo. Sama chętnie siadała na nocniku lub nakładce na toaletę. Pojechaliśmy do sklepu i znowu wspólnie wybraliśmy nakładkę i podstawkę dla małej. Kolejne próby były już łatwiejsze. Codziennie rano prowadziliśmy Lenę do toalety i zachęcaliśmy ją do porannej toalety. Z biegiem czasu w końcu się doczekaliśmy! Nie myślcie sobie, że zaraz po tym pożegnaliśmy pieluchę! Oj nie, nie! Bywały dni kiedy nic się nam nie udawało. Innym razem wspólnie świętowaliśmy. Kiedy jednak coraz częściej udawało nam się załatwić interesy tam gdzie się je załatwia, postanowiliśmy zdejmować pieluchę stopniowo – pół dnia, dzień. Chciałabym Wam napisać, że uczące się dzieci nigdy nie mają awarii… Zdarzyło się parę razy, ale jest to zupełnie naturalne. Należy wtedy zwyczajnie posprzątać, przebrać malucha, można z nim delikatnie porozmawiać, ale nigdy nie wyzywać, kpić czy śmiać się! Nigdy! Po opanowaniu korzystania z nocnika czy nakładki, pieluchę zakładaliśmy tylko podczas wyjazdów i na noc. Każdy dzień był coraz lepszy. Lena bez większej presji i stresu uczyła się o co w tym wszystkim chodzi. Po drodze bywały także kiepskie dni, czy momenty buntu. Dzielnie znosiliśmy to i byliśmy cierpliwi. Pół roku później, kiedy ja leżałam w szpitalu przez prawie dwa tygodnie Lena zupełnie odstawiła pieluszki. Miała wtedy dwa latka. Jak widzicie cały proces był długi, może wielu z Was pomyśli, że to bez sensu. Dla nas najbardziej się liczyło to, by Lena przeszła to bezstresowo i bez presji.

Gdybym miała Wam doradzić to powiedziałabym – wrzuć na luz! Twój spokój, wsparcie i opanowanie to klucz do sukcesu. Kiedy będziesz się frustrować, denerwować czy martwić to maluch to wyczuje. Gwarantuje, że wcale mu się to nie spodoba! Absolutnie nie zmuszaj dziecka, nie każ mu siedzieć na nocniku na siłę. Może być tak, że porzucicie pieluszkę bardzo szybko, może na drugie urodziny, może trzecie, a może… Jedno jest pewne, najlepiej będzie kiedy dziecko będzie gotowe. Jestem pewna, że na odpieluchowanie jest tyle sposobów ilu rodziców. Każdy będzie miał swoje lepsze czy gorsze triki. Wiele z Was zmagało się z tym, są w trakcie lub ta cała przygoda przed Wami. Powiedzcie mi jak to u Was wyglądało? Podzielmy się historiami, które z pewnością pomogą innym rodzicom. To co? Możemy się tak umówić?

 

You Might Also Like