Uncategorized

Opowieść o moich porodach…

5 września 2017

Poród to chyba najbardziej przerażające i jednocześnie przepiękne przeżycie w życiu kobiety. Żadne wydarzenie nie jest w stanie przebić tej pięknej chwili kiedy poznajemy miłość swojego życia, dziecko, które jest częścią nas samych oraz spełnieniem naszych marzeń! Jest jednak też wydarzeniem, które spędza sen z powiek wielu z przyszłych mam… Bywa też, że jest tematem tabu, o którym ,,wstyd” i ,,strach” opowiadać. Przedstawiany w prze kolorowanej rzeczywistości niemal rodem z najgorszego horroru w kinie… Jaki jest faktycznie? Na to pytanie wam nie odpowiem, każda z nas jest inna i każda przeżyje to inaczej… Właśnie PRZEŻYJE! Bo mimo tego, że nie jest to łatwe to każda z nas to przetrwa, bo wiecie, że warto?! ☺️

Jak tylko Nadia pojawiła się na świecie posypały się wiadomości od Was… jak pomyślę sobie ile tego było to serce rośnie. Pytaliście dużo o poród wiec oto powstał post, który jest ważny dla wielu z czytelniczek. Tak wiele z Was przechodziło ze mną ciąże, wspierało mnie na końcówce i trzymało za mnie kciuki.

Rodziłam dwa razy więc jakieś doświadczenie mam… Chociaż z drugiej strony nie wiem czy można to nazwać doświadczeniem. Jeden i drugi poród różniły się od siebie, jednocześnie były podobne. Nie wiedziałam jednocześnie wiedziałam co mnie czeka i to jest zabawne. Wiedzieć i nie wiedzieć ☺️ Opowiem Wam o dwóch porodach, pokażę zdjęcia czyli będzie troszkę prywaty… Po co to robię? Publikuje coś tak wyjątkowego i prywatnego? By przekonać Was, że się da! By dodać Wam otuchy i przedstawić to w innym świetle. Ja też się bałam, ja też cierpiałam…

Poród Leny… wszystko zaczęło się właściwie 13 lipca 2015 roku. Już wtedy odczuwałam silne, nieregularne skurcze. Wiedziałam jednak, czułam intuicyjnie, że to nie jest ten czas kiedy powinnam pakować torbę do auta i pędzić ulicami na porodówkę. Wiedziałam, że nie chce być wcześniej w szpitalu i czekać tam aż akcja się faktycznie zacznie. Chciałam ten czas spędzić w domowym zaciszu, przy wsparciu rodziny. 14 lipca nadal czułam te same skurcze, raz co 15 minut, utrzymujące się jakiś czas, raz co 5 minut… Regularności? Zero! Pamiętam to jakby to było wczoraj, godzina 23 poirytowana i obrażona na swoje ciało, że nie chce oddać mi tej mojej wymarzonej córki wstałam by uszykować się do snu, który nie miał nadejść przez następne 24 godziny… Zaczęło się! Odeszły wody, oczekiwanie zostało zastąpione paniką… Przecież odeszły mi wody i co teraz?! Całe szczęście, szybko opanowaliśmy chwilowy strach i z wielkim podekscytowaniem ruszyliśmy do szpitala. Jadąc do niego z ogromnym uśmiechem pisałam rodzinie wiadomości, że właśnie jedziemy poznać dziewczynę naszych marzeń. Zupełnie nie baliśmy się tego co miało nadejść… Nie wiedzieliśmy co nas czeka, znaliśmy tylko zarys porodu i słyszeliśmy opowieści, które wpuściliśmy jednym uchem, a drugim wypuściliśmy. Szliśmy na żywioł, nie uczęszczaliśmy do szkoły rodzenia ani nie czytaliśmy o tym dlatego nasza wiedza była tak mała… Czy to dobrze? Sama nie wiem, w pewnym stopniu dzięki tej niewiedzy udało mi się uniknąć przerażenia i strachu jednak odbiło się to podczas samego porodu. Brak przygotowania utrudniał mi poród. Na sale porodową trafiłam po 23, przez następne chwile było dobrze, podczas skurczów śmiałam się i mówiłam ,,tak to ja mogę rodzić”. Nawet powstało parę zdjęć. Poród Leny trwał długo, a sama akcja stała w miejscu… Została podjęta decyzja o oksytocynie, a ja postanowiłam się położyć i już więcej nie wstałam. Dziś żałuje jednego… swój poród przeleżałam i nie słuchałam personelu, który polecał aktywność by wszystko poszło szybciej… Urodziłam o godzinie 9:32, cały ból, zmęczenie i strach nagle odeszły… To jest niesamowite, przecież sekundę wcześniej tak cierpiałam. Teraz uśmiecham się szeroko i płaczę z radości, jedynie co czuje to szczęście. Najlepsze znieczulenie na świecie… radość z przyjścia na świat dziecka.

Historia Nadii miała zacząć się zupełnie inaczej… Końcówka ciąży była dla mnie wyjątkowo stresująca. Decyzja o porodzie miała zostać podjęta przez lekarzy nie przez naturę. Dodatkowo stresowałam się bo nie wiedziałam co mnie czeka jednocześnie wiedząc co ma nadejść. Nie wiedziałam jak to będzie z wywoływanym porodem bo ostatecznie tak miało się skończyć, wiedziałam jednak, że czeka mnie kolejny egzamin życia. Na izbę przyjęć dotarłam 9 sierpnia… siedziałam tam i zastanawiałam się kiedy będzie już po wszystkim… czy pozwolą mi rodzic dziś? Może jutro? Może poczekają aż wszystko samo się zacznie… Do porodu z Nadią poszłam jak na umówioną randkę, miałam poznać kolejną miłość swojego życia. 10 sierpnia została podjęta decyzja przez lekarzy, że nie mogą dłużej czekać i będę rodzić… Powiedzieli mi to podczas śniadania, a było takie dobre ☺️ Momentalnie apetyt mnie opuścił i przyszedł strach. O godzinie 9:30 zostałam przeniesiona na sale przedporodową na której została podana mi oksytocyna. Mijały godziny, a skurcze urządzały sobie ze mną żarty… Raz były później o mnie zapominały. Wspominając to śmieje się sama do siebie bo próbując zapomnieć o nieudanej randce oglądałam Martę z bloga Superstyler i jej live o fryzurach ☺️ Kiedy tylko skończyłam ich oglądać przyszły skurcze, bardzo regularne, częste lecz słabe. Zastanawiałam się jak to możliwe… przecież w internatach mówili, że poród wywoływany oksytocyną sprawia ból, że to istny dramat i horror gorszy niż ta przerażająca Annabell grana w kinach… myślałam, że będę uwijać się z bólu i krzyczeć głośniej niż Lena ciesząca się na nową zabawkę… Cóż, tak kończy się czytanie wszystkiego w internecie ☺️ O godzinie 15:30 przeniesiono mnie na sale porodową na którą ledwo zdążył Patryk, a do szpitala miał dosłownie parę ulic. Wtedy jeszcze było śmiesznie, powstały nawet filmy z mojego porodu i zdjęcia, które Wam pokazuję. Idąc do drugiego porodu miałam przede wszystkim wiedzę! Przyszłam tam z innym nastawieniem i inną motywacją. Moim celem było pomóc sobie i córce przyjść szybko na świat. Wiedziałam, że wiele zależy ode mnie i w moich rękach jest najbliższa ,,przyszłość”. Bałam się bólu podczas leżenia tak bardzo, że mimo tego, że ledwo stałam na nogach chodziłam! Chodziłam od początku, od samej godziny 9, a wszystko po to by pomóc nam. Grzecznie słuchałam personelu, oddychałam poprawnie i byłam absolutnie skupiona na sukcesie porodu. Starałam się skupiać na poleceniach położnych i swoim ciele, ale nie na bólu. Tuż po wygłupach ze zdjęciami i filmami, które oglądam dziś ze wzruszeniem i sentymentem zaczęła się prawdziwa jazda bez trzymanki! (Może pomyślicie, że jestem dziwna i szalona, że część porodu została nagrana, ale nie… to wyjątkowo piękna i ważna pamiątka w moim życiu ☺️zresztą jestem szalona i dobrze mi z tym) Do łóżka położyłam się tylko po to by urodzić. Miałam wspaniały personel, który rodził ze mną! Dosłownie! Podczas porodu Leny byłam ,,sama” Patryk nie wiedział co ma robić, a personel był, ale jakby go nie było… A wtedy myślałam, że było dobrze! Przy Nadii towarzyszyły mi położne, które pomagały jak mogły. Dzięki nim, mojej współpracy i zawziętości oraz nieocenionej pomocy Patryka o godzinie 17:06 trzymaliśmy w ramionach nasze szczęście. Kolejny raz najlepszym znieczuleniem okazało się być szczęście. Poradziliśmy sobie świetnie mimo tego przerażającego strachu… bo drugiego porodu bałam się dużo bardziej. Kolejne godziny były cudowne! Czas dla nas by się poznać, pokochać jeszcze bardziej i zwyczajnie się poryczeć z radości.

Moje dwa porody były i będą dla mnie najwspanialszym doświadczeniem w życiu. Mimo bólu, który tak bardzo chciał popsuć ten moment! Nie jest łatwo, prawdopodobnie będzie to najtrudniejsze wydarzenie w życiu kobiety, ale i najbardziej piękne i wartościowe. Poród jest jak najtrudniejszy egzamin z życia, po którym otrzymujemy najcenniejszy dar.

Niewiarygodne jest to ile siły ma w sobie kobieta! Tak, jesteśmy najsilniejsze i poradzimy sobie z tym! Dla tych małych pociech góry byście przeniosły!

Spodobał Ci się mój post, zostaw komentarz! Chętnie poczytam! Jeżeli postanowisz zostać z nami na dłużej i chcesz być na bieżąco z nowościami, koniecznie polub nasz profil na Facebooku i śledź nas na Instagramie

You Might Also Like

20 komentarzy

  • Reply Patrycja 5 września 2017 at 09:28

    Przyznam, że okropnie się tego dnia boje, dlatego póki co staram się o tym nie myśleć :O wierzę, że radość naprawdę przebije cały ból 😀 a Wam raz jeszcze gratuluje córeczki :*

    • Reply tworzacnaszswiat 5 września 2017 at 09:29

      Dasz radę! Jesteśmy do tego stworzone

  • Reply Sylwia 5 września 2017 at 09:53

    Witam serdecznie Przeczytałam to co Pani napisała i trochę dodało otuchy i nie jest to tak straszne bo tak jak wyżej Pani Patrycja napisała sama się boję bo to co opowiadały koleżanki to były różne historie większość takich która mnie przerażała ale one i tak dały radę i mają zdrowe piękne pociechy 🙂

  • Reply POD NAPIECIEM 5 września 2017 at 10:22

    Gratuluję drugiego maleństwa i dużo zdrówka życzę.
    Ja mam jeszcze (przynajmniej w teorii) 2 miesiące do porodu. Po tym co przeżyłam za pierwszym razem nastawiam się na najgorsze i liczę miło się rozczarować 😀 Boże jakie ja piekło przeżyłam z Manią! Teksańska masakra piła mechaniczną normalnie. Każdy poród jest inny – wiadomo. Najważniejsze zeby dziecko było zdrowe i wyszło bez szwanku z całej tej przeprawy! Matki to silne bestie, zapominają o bólu w momencie kiedy dziecko leży już na naszej piersi 😀

    • Reply tworzacnaszswiat 5 września 2017 at 12:13

      Dokładnie tak jak piszesz! Jesteśmy silne! Trzymam kciuki za szybki poród ☺️

  • Reply Anna J. 5 września 2017 at 11:04

    Zawsze bałam się porodu, nawet jak jeszcze nie byłam w ciąży 😉 Teraz już jestem w ciąży i już na początku oprócz radości pojawił się strach dotyczący porodu. Aktualnie od kilku miesięcy staram się nie martwić samym porodem i wmawiam sobie, że przecież będzie dobrze i że córcia szybko przyjdzie na świat. Trzymam się tych myśli kurczowo. Pozdrawiam https://stylanny.blogspot.com

    • Reply tworzacnaszswiat 5 września 2017 at 12:13

      Dobre nastawienie i taka motywacja to klucz do sukcesu ☺️

  • Reply Anna 5 września 2017 at 11:13

    Najbardziej identyfikuje się ze zdaniem, że najlepszym znieczuleniem jest już dziecko w ramionach rodziców! Sama tego doświadczyłam i rzeczywiście ból mija z chwilą narodzin. Za 7 mies. podejdę 2 raz do próby urodzenia swojego dziecka. Przy 1 było podobnie jak u Ciebie, na sali byłam o 22 a urodziłam o 8:40. Mam nadzieję, że po doświadczeniach z sprzed 1,5 roku uda mi się urodzić znacznie szybciej!

    • Reply tworzacnaszswiat 5 września 2017 at 12:12

      Trzymam kciuki za szybszy i jeszcze mniej bolesny poród ☺️

  • Reply Milena 5 września 2017 at 12:59

    Ja rodzilam również dwa razy naturalnie. Przy pierwszym porodzie: dostałam skurcze w nocy w domu oczywiście nieprzespana noc bo myślałam że przejdą same, rano czop odszedł ale się położyłam dalej spac pojechałam na porodowke w południe rozwarcie na 5 cm o 17:35 urodziłam Majusie z podaniem okscytocyny. Natomiast drugi poród w dniu terminu pojechałam na ktg po zbadaniu zostawili mnie na patologii ciazy o 12 w nocy skurcze myślałam że do rana wytrzymam ale były coraz mocniejsze po ścianach chodziłam i o 2:20 urodziłam Marcelinke. Poród był spontaniczny. Lekarz i polozne się śmiały że takiego porodu jeszcze nie było 🙂

  • Reply Martuś 5 września 2017 at 13:01

    Widzę ze rodziłas dokładnie 3 dni po mnie za każdym razem. Moje daty to 11.07.2015 i 7.08.2017 :). U mnie na odwrót – za pierwszym razie ba oxy, za drugim bez. Oba wspominać całkiem dobrze :).

  • Reply EweGra86 5 września 2017 at 13:48

    Ja też przeżyłam dwa porody jeden trwał 21 godzin (skurcze co 3 minuty) a drugi 19 godzin (skurcze co 3-5 minut).boli bo nie da się ukryć nie ma się co oszukiwać ale nie ma piękniejszej i bardziej chwytającej za serce chwili gdy możesz najpierw usłyszeć jeszcze nie widząc głos płacz wydobywający się z ust maleńkiej istotki która na zawsze odmieni twoje życie. Dwa razy przez to przeszłam i mimo tego że w tej chwili wypieram się zajścia w trzecią ciążę gdzieś głęboko w mojej głowie chodzi myśl że brak mi do szczęścia jeszcze jednej osóbki.Calym serduszkiem Kocham moją Maję i Kacperka i życzę każdej kobiecie wytrwałości i takiego momentu przyjścia na świat które w pamięci pozostanie na całe życie.

  • Reply Monika 5 września 2017 at 13:52

    Lenę i Nadię rodziłaś w tym samym szpitalu? Można wiedzieć, gdzie rodziłaś? Jesteśmy z tego samego miasta więc może przyda mi się ta wskazówka. Pierwszą Córkę rodziłam na polnej, był to poród przedwczesny wiec nie miałam za bardzo wyboru. Mam nadzieję, że tym razem będę ten wybór miała.
    Pozdrawiam

  • Reply Blanka 5 września 2017 at 14:13

    Tak właśnie jak piszesz .. sama mam synka 3 lata i teraz czekamy z mężem ( również Patrykiem) na synka , został nam już tylko tydzień oczekiwań 😛
    Widzę ,że mamy podobne przeżycia co do pierwszego porodu i równie podobnie nastawiłyśmy się na drugi 🙂
    Ja również powiedziałam sobie,że ten poród bezie prze zemnie potraktowany jak najbardziej aktywnie !
    Mam zamiar na porodówkę pojechać z uśmiechem na twarzy , super nastawienie na to ,że w sumie to już teraz ode mnie zależny ile to będzie trwało . Myślę , że właśnie pierworódką brakuje tej wiedzy jak warto się pomęczyć bo mnie ta myśl pcha na przód . Gdy tylko pojawia się jakaś zła myśl ap ropo porodu zaraz przypominam sobie jaka piękna była nagroda wcześniej i jak szybko o wszystkim zapomniałam !!! 🙂

    Swoją drogą ciesze się ,że co prawda dopiero nie dawno ale zawsze ! Znalazłam Twój blog 🙂 Dzieci mamy w podobnym wieku Ty 2 córeczki ja 2 chłopców 🙂 Mężowie te same imię 🙂
    Jeśli chciała byś trochę o nas poczytać zapraszam do nas na bloga dopiero co powstający https://szalonazwariowanaalekochana.blogspot.com/

  • Reply Magda 5 września 2017 at 18:30

    Brawo! A nie chcialas znieczulenia?

  • Reply Karolina 6 września 2017 at 07:40

    Pierwszy porod miałam wywoływany bałam sie strasznie bo nastraszyli mnie ze bardzo boli a okazalo sie ze bol jak na okres i tak caly porod moj byl pozniej juz nie czulam nawet skurczy partych ale personel masakra polozna sobie wyszla i zamawiala borówki a ja w tym czasie parłam na koniec byla zmiana poloznych i szybka akcja bo tetno dziecka zanikalo okazalo soe ze byla owonieta pepowina ma szyji strach bo zostala wyjeta a tu cisza nie slychac upragnionego krzyku swojego dziecka ale po chwili zaczela plakac ma szczescie dzis ma 3 lata i teraz spodziewam.sie drugiego dziecka i okaze sie jaki bedzie porod ale damy rade bo musimy.Pozdrawiam wszystkich

  • Reply Marta 6 września 2017 at 08:21

    Ja mam do tego dnia jeszcze 14 dni… Jest to mój pierwszy poród i niestety myślę już o nim, ale jestem dobrej myśli…
    Dokładnie, jesteśmy do tego stworzone, a nasze Maleństwa wynagrodzą nam całe cierpienie…

    xxx

    Pozdrawiam i gratuluję pociechy

  • Reply Ania 10 września 2017 at 10:25

    Gratuluję pociech – to na pewno. A co do porodu z oksytocyną… widać miała Pani niesamowite szczęście 🙂 Też miałam poród wywołany i ….. „poród wywoływany oksytocyną sprawia ból, to istny dramat i horror gorszy niż ta przerażająca Annabell grana w kinach” – dla mnie to 100% prawdy. Nie chcę straszyć przyszłych mam, każdy organizm reaguje inaczej, ale czytając ten tekst nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać 🙂 Ja po oksytocynie miałam skurcze regularnie co minutę, trwające pół minuty od 12 do 18:40. Oj dla mnie to było istne piekło…. Mimo wszystko wszystkiego co najlepsze dla tych przyszłych mam, pamiętajcie, że jesteśmy wielkie!!! I nie mam na myśli wyglądu z wielkim brzuchem 🙂

  • Reply Marta 29 września 2017 at 17:38

    Znalazlam dzisiaj Cie na instagramie i zobaczylam link do bloga, pierwsze co, to przeczytalam post o wozku, bo jestem w trakcie szukania a teraz przeczytalam post o porodach! Jestem pod wrazeniem! dalo mi to wiele pozytywnego myslenia, bo mimo iz za tydzien zaczynam piaty miesiac, to o porodzie mysle odkad zobaczylam szczesliwe dwie kreski na tescie, strasznie boje sie nieznanonego! Jutro przeczytam reszte postow, bo madrze piszesz! Pozdrawiam Serdecznie :-*

    • Reply tworzacnaszswiat 29 września 2017 at 20:40

      Dziękuje! Bardzo mi miło ☺️ Szybko zleci Ci reszta ciąży, a podczas porodu dasz radę!

    Leave a Reply