CZUJĘ I MOTYWUJĘ DZIECIĘCE SPRAWY

Przedszkole – czy było warto?

13 listopada 2018

Jak to się mówi ,,Pierwsze koty za płoty”. Jest listopad więc ponad dwa przedszkolne miesiące za nami. Oficjalnie możemy się pochwalić, że mamy w domu przedszkolaka z krwi i kości, świeżo po pasowaniu! Wow! Cóż to był za dzień, maluchy razem z opiekunkami przygotowały przestawienie, wyrecytowały piękny wierszyk, zaśpiewały piosenkę i zatańczyły, a rodzice pękali z dumy. Łzy wzruszenia napływały do oczu, a niesamowite uśmiechy gościły na twarzach wszystkich. Zapamiętam ten dzień do końca życia, to tak wyjątkowe i piękne przeżycie. Aż trudno ubrać w słowa to, co czuje rodzic patrzący na swoją pociechę w tak ważnym momencie jego życia.

Przedszkole dla małej było najlepszą decyzją jaką mogliśmy podjąć, a wierzcie mi, bardzo się baliśmy, zresztą pewnie jak Wy. Mimo tego, że cieszę się, że zapisałam Lenę do przedszkola, czasami mamy kryzysy i gorsze chwile. Pierwsze dni przebiegały bardzo gładko. Szczerze mówiąc obawiałam się  tego czasu – Lena tuż przed rozpoczęciem roku, codziennie pytała o przedszkole. Była do niego pozytywnie nastawiona, jednak zawsze gdybała czy będzie musiała zostać sama i jak sobie poradzi. Martwiła się, że mogę po nią nie  wrócić. Natomiast ja zawsze spokojnie starałam się jej wszystko tłumaczyć, opowiadać jej jak ciekawie będzie spędzać czas z dziećmi. Mówiłam o śpiewaniu, rysowaniu, nauce, zabawach. Zachwyt i podekscytowanie zawsze malowało się na małej buźce.

Kiedy przyszedł ten wielki dzień z radością wstałyśmy rano, uszykowałyśmy się do wyjścia i dzielnie poszłyśmy zdobywać nowe doświadczenia. Lenka w momencie rozstania ze mną zrozumiała co się dzieje. Widziałam w jej oczach strach i niepewność… Gula stanęła mi w gardle i zachciało mi się płakać. Jak dobrze, że dałam radę, że szybko zrobiłam to, co poleciła przedszkolanka – wyszłam. Wiem, że gdybym wymiękła, dziś wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Oh, ale wiecie, przedszkolna przygoda nie trwała długo, ponieważ po tygodniu razem z uśmiechem Lena przyniosła do domu wirusa. I tak w kółko… Parę dni w przedszkolu, tydzień w domu… Przedszkole, dom, przedszkole, dom… Przy obniżonej odporności Leny choroby to u nas norma. To właśnie wtedy przychodzi moje zwątpienie i kryzys, zadaje sobie pytanie czy dobrze zrobiłam zapisując ją do przedszkola, kiedy zdawałam sobie sprawę z tego, że Lena cały zeszły sezon jesienno- zimowy przechorowała.

Wiem, że nie jestem w stanie uchronić swoich dzieci od wszystkiego,  czy w przedszkolu czy w domu, w sklepie czy na placu zabaw. Wszędzie czyha niebezpieczeństwo. Może gdyby Lena została w domu nie chorowałaby co chwile, choć wątpię. W zeszłym roku nie chodziła na zajęcia, a choroby mimo wszystko łapały ją co tydzień… Mimo trudności, lepszych i gorszych chwili, łez i sprzeciwu, który czasem także nas dotyka rano kiedy trzeba wstać do przedszkola – trwamy w tej przygodzie. Przygodzie, która uczy nasze dziecko, sprawia radość, wywołuje dumę. Czasami są wydarzenia, które powodują niechęć – kłótnie z rówieśnikami, bolesne upadki, brak rodziców, nieprzyjemne doświadczenia. Mimo wszystko przedszkole to coś dobrego, także jeżeli czasem jest ciężko i myślisz, że może lepiej byłoby w domu to pomyśl – to niesamowite wyzwanie dla dziecka, które niesie tyle dobroci! Warto!

You Might Also Like