CIĄŻA CZUJĘ I MOTYWUJĘ KOBIECE SPRAWY

Trzeci trymestr pierwszej ciąży, a trzeci trymestr drugiej ciąży…

25 września 2017

Moja ciąża zakończyła się w sierpniu… Nadszedł więc czas by opisać dla Was trzeci trymestr pierwszej ciąży, a trzeci trymestr drugiej… Długo się zbierałam do tego wpisu, ale już jest! <3

Jak było z Leną…

Kiedy wszystkie kobiety marudziły, że im ciężko na końcówce, ja w ciąży z Leną tryskałam energią… Ostatnie chwile w stanie błogosławionym okazały się być dla mnie najbardziej łaskawe, miałam świetne samopoczucie, mnóstwo sił i chęci do działania. Może moje pozytywne nastawienie wiązało się z tym, że już za moment miałam poznać swoją pierwszą córkę. Owszem, bywały gorsze moment, kiedy czułam zmęczenie i poirytowanie. W końcu pod sercem nosimy duży ciężar, odpoczywałam wtedy i cieszyłam się chwilą.

Miałam ogromną przyjemność ostatnie miesiące przechodzić wiosną i latem, wydaje mi się, że to idealny czas, przynajmniej dla mnie. Fakt upały potrafią uprzykrzyć życie, pamiętam doskonale parę dni, podczas których myślałam, że padnę, dosłownie 😉  Jednak widzę więcej plusów w tym okresie – lekkie stroje, piękne sukienki opinające brzuszek, długie wieczory na spacery i ta energia lata – coś pięknego.

Co jest najpiękniejszego w ostatnich tygodniach? Kopniaki, które już tak doskonale możemy czuć, czasami aż boleśnie. Jeżeli dobrze się przyjrzymy i będziemy mieli szczęście to dopatrzymy się poszczególnych części małego ciałka dzidziusia. W swojej kolekcji filmów i zdjęć posiadam takie na którym odbiła się stópka Leny… Uwielbiam wracać do tego materiału.

Trzeci trymestr pierwszej ciąży bywał także problematyczny… We wcześniejszych wpisać wspominałam o towarzyszących mi od praktycznie początku skurczach KLIK – PIERWSZY TRYMESTR i KLIK – DRUGI TRYMESTR. W tych ostatnich chwilach również mi towarzyszyły, często bardziej nasilone. Czułam się jednak ,,bezpiecznie” o tyle bezpiecznie, że wiedziałam, że przedwczesny poród zakończy się mimo wszystko szczęśliwie, a Lenie nie groziło już tak wielkie niebezpieczeństwo. Mimo wszystko wiecie ile razy odwiedzałam izbę przyjęć?! Jak teraz sobie o tym pomyślę to śmiać mi się chce! Nie potrafiłam rozpoznać czy to ,,te” skurcze i zaraz zacznie się akcja czy to ,,te” zupełnie naturalne, przepowiadające. Oczywiście kiedy czułam, że muszę, zwyczajnie sprawdzałam swój stan u lekarza. Mówi się, że w ciąży należy dmuchać i chuchać na siebie… Ja chyba aż nadto się bałam, ale wiecie jak to jest jak oczekujecie maleństwa pierwszy raz.

Ostatnie dni i okropna dolegliwość… Mam pecha, no kurcze mam go! Jestem w gronie tych ,,wyjątkowych” mam, które na samym finiszu mogłyby się zadrapać na śmierć… Z samego początku myślałam, że to moja skóra świruje, że tak bardzo się rozciąga powodując świąd. Wszystko ładnie i pięknie, ale rozciąga się skóra u dłoni i stóp? Szybko zasięgnęłam porady lekarza, który od razu odesłał mnie na badania… CHOLESTAZA ciążowa… Złe wyniki, szpital. W 38 tygodniu trafiłam na oddział, lekarze zdecydowali, że skoro ciąża jest donoszona, a córka większa jak na swój wiek ciążowy to zostajemy… do porodu! Czułam strach i podekscytowanie, z jednej strony bardzo się cieszyłam i robiłam wszystko by pomóc sobie i wywołać poród, a z drugiej strony było mi przykro, że nie mogę szykować się do wielkiego dnia w domu. Pamiętam doskonale, że był to początek lipca… najbardziej upalne dni w roku spędziłam w szpitalu, w koszuli z misiami i wiatrem we włosach… prosto z wiatraka 😉 Jakie było moje zdziwienia kiedy po tygodniowych wakacjach powiedziano mi ,,Pani idzie do domu i wróci jak się zacznie poród…” Jak to? Przecież mówiliście, że zostaję do końca… Byłam wściekła, w prawdzie to słowo jest zbyt słabe… Byłam wku….! Stajecie na rzęsach, codziennie słyszycie, jest coraz bliżej, w każdej chwili się zacznie, a za chwile mówią ,,PA”! Cały mój zapał nagle gdzieś znikł, czułam się zawiedziona, tak bardzo chciałam już urodzić.

Dostałam kopa w tyłek i wróciłam do domu z konkretnym planem… Za chwilę wrócić na porodówkę 😉 Tak też się stało, tydzień po wyjściu ze szpitala, posprzątaniu gruntownie mieszkania dwa razy, wielu kilometrach na spacerach, wieczorem 14 lipca zaczął się poród. Zostaliśmy zaskoczeni odejściem wód i pojechaliśmy poznać Lenę…

Trzeci trymestr drugiej ciąży był podobny i różny… Tutaj towarzyszyło mi różne samopoczucie, różne humory i chwile. Przede wszystkim końcówka drugiej ciąży zleciała mi w oka mgnieniu… Mam wrażenie, że trzeci trymestr trwał maksymalnie miesiąc… Ja nie wiem gdzie pogubiłam ten czas, ale z pewnością nie przespałam 😉 Przy starszej siostrze świat kręci się w szybkim tempie… Lena nadaje naszemu życiu takich obrotów, że nawet ciężarny ,,wielorybek” musi skakać jak sarenka 😉 Może to dobrze, przynajmniej licznik wagi nie straszył mnie za każdym razem jak spoglądałam na swoją ,,masę”. Szkoda tylko, że tak mało przytyłam i mało zgubiłam… Nad tym popracuję, a teraz wracam do tematu!

Jak w pierwszym wypadku do samego końca towarzyszyły mi uporczywe skurcze, które często nas straszyły. Wiedziałam jednak, że to co czuję jest zupełnie normalne, a nam nic nie grozi. Trzeźwym okiem bardziej potrafiłam ocenić co się dzieje i czy należy w trybie ekspresowym pędzić na oddział. Tym razem do szpitala mogli mnie ciągnąć holownikiem… W życiu tak bardzo nie chciałam trafić wcześniej do szpitala niż na sam poród… We wpisie porodowym O TUTAJ/KLIK pisałam już o moich szpitalnych przygodach, ale pokrótce się powtórzę. Lena w swoim życiu płodowym była ,,kluseczką” na każdym USG wyprzedzała swój wiek ciążowy, natomiast Nadia było mocno do tyłu… martwiło to lekarzy. Na początku lipca właśnie przez to zostaliśmy zatrzymane w szpitalu… A pojechałam tam bo myślałam, że w 37 tygodniu odeszły mi wody! Całe szczęście nasz stan pozwalał na to, by po jednym dniu wrócić do domu i odpoczywać… Miałam powiedziane, albo zwalniam tempa, dużo jem i odpoczywam bez wzmożonej aktywności, albo wracam do szpitala ,,podtuczyć” dziecko. Odpoczywać przy dwuletnim wulkanie energii… serio?! Jakoś musiałam to ogarnąć. Moje samopoczucie na końcu było całkiem dobre, większość czasu skupiałam się na Lenie i nie miałam czasu myśleć o dolegliwościach ciążowych. Jednak nie miałam już tyle energii co w pierwszej ciąży, pierworodna skutecznie wykańczała mnie fizycznie fundując porządny trening fizyczny i emocjonalny.

Byłam jeszcze bardziej szczęśliwa niż za pierwszym razem… Tym razem nie miałam jednego dziecka, a dwójkę! Najwspanialsze co mnie w życiu spotkało to właśnie to, Lena była na tyle świadoma, by kochać brzuszek równie mocno co my. Okazywała to codziennie, przytulając, całując i rozmawiając z dzidzią. Jakie to piękne doświadczenie! Bywało ciężko, i to bardzo. Ciąża kiedy musimy ,,zapieprzać” to również obciążenie. Bywały momenty kiedy czułam, że za chwilę będę ciągnąc nos po ziemi i zasnę stojąc, nawet w deszczu podczas burzy…

Około 38 tygodnia ciąży zaczęło swędzieć… Już wiedziałam, bez badań… Czułam to, znałam ten świąd w określonych miejscach i czasie! CHOLESTAZA…. Znowu! I wiecie co? Mogę się jej spodziewać za każdym razem jeżeli postanowię powiększyć jeszcze raz rodzinę… Szpital… idąc do niego miałam wrażenie jakbym szła do więzienia… Tak bardzo nie chciałam, byłam rozdarta między jednym, a drugim dzieckiem. Życie Nadii było ważniejsze niż moje złamane serce, musiałam spiąć poślady, w końcu robiłam to dla drugiej córki! Tydzień grozy, tęsknoty, wylanych łez, strachu i paniki… W życiu tak się nie czuła, a poznać te emocje może tylko mama, która to przeżyje. Przez 6 dni nie wiedziałam, czy będą wywoływać mi poród czy wypuszczą do domu… Wyniki się polepszały, a oni czekali na jeszcze jedne, by podjąć najważniejszą dla mnie decyzję. Nie chciałam wywoływanego porodu, bałam się go.

,,Może Pani wrócić do domu…” Jak bardzo się cieszyłam! Dali nam tydzień na spontaniczny poród, zaznaczyli, że po 40 tygodniu wracam i wywołują czy tego chcę czy nie… Co ja czułam przez ten tydzień! Stres i zawzięcie, chciałam wywołać poród sama, wiedziałam, że Nadia wyjdzie wtedy kiedy będzie gotowa, ale i tak próbowałam… W 40 tygodniu pojechałam do szpitala  na wywołanie, przerażona i smutna. Wisiała nade mną decyzja o cesarce… Nie chciałam, marzyłam o naturalnym porodzie. Okropnie bałam się wywoływanego porodu i wiecie co…? Nie było tak źle, poznałam swoją drugą córkę po nieco ponad 3 godzinach porodu… A o pierwszym porodzie i drugim przeczytacie TUTAJ!

Każda ciąża jest inna, to wielka zagadka co będzie nas czekało w stanie błogosławionym. Bywa pięknie i strasznie, taki słodko – gorzki czas, kiedy czujemy szczęście i przerażenie. Różnorodność emocji i przygód. Dla jednych to najlepszy czas, dla innych najgorszy. Dla mnie mimo przeszkód, chwil grozy czy strachu był to najpiękniejszy okres w moim życiu, który będę pozytywnie wspominać do końca swoich dni… Okres kiedy dowiedziałam się co to strach o kogoś, miłość do nieznanej osoby, największe szczęście i oddanie.

Moja sukienka – pobliski butik, Sukienka Leny – Pepco

Spodobał Ci się mój post, zostaw komentarz! Chętnie poczytam! Jeżeli postanowisz zostać z nami na dłużej i chcesz być na bieżąco z nowościami, koniecznie polub nasz profil na Facebooku i śledź nas na Instagramie

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Kasia Dudziak 25 września 2017 at 11:57

    Hej Kasia, ja też jestem Kasia 🙂 też mam córkę Lene ma 6 lat, starsza Domi ma 8 lat a teraz jestem znów w ciąży, 11 tydzień. Mam przeczucie że będzie chłopak, ma być Dawidek 😉 zobaczymy, jak dziewczynka to Julka 😉 Najważniejsze żeby zdrowe było. No łatwo nie jest, dziewczyny nie dadzą odpocząć. Za dużo energii w sobie mają a w ogóle. Ciągle zmęczona jestem, to już nie 25 lat czy 30 tylko 35. Ale cieszę się dzieckiem. Ciąża to wbrew pozorom wyjątkowy czas w życiu kobiety. Pozdrawiam serdecznie z Krakowa.

    P.S. Śliczne z Lenka jesteście, modelki, super 🙂 dużo zdrowia

  • Leave a Reply